seria podróżniczych wypraw Pauli & Alberta
część III: Kopenhaga – miasto pełne rowerów i niesamowitej kuchni
- Dlaczego Kopenhaga?
- Jak dojechać z lotniska do centrum?
- Kiedy zwiedzać Kopenhagę?
- Nasz wybór atrakcji
- Jedzenie w Kopenhadze
- Ceny w stolicy Danii
1. Dlaczego Kopenhaga?
Z początkiem nowego roku zaczęliśmy planować nasz pierwszy wyjazd w 2025. Nie jesteśmy typem osób, które wchodzą w nowy rok bez choćby jednego podróżniczego planu. To po prostu nie w naszym stylu.
Tym razem padło na Skandynawię, którą do tej pory omijaliśmy we wspólnych podróżach. Na pierwszy ogień wybraliśmy Kopenhagę — miasto, o którym słyszeliśmy naprawdę różne opinie. Nie zawsze były one pozytywne, ale właśnie dlatego chcieliśmy sprawdzić wszystko na własnej skórze.
Termin zarezerwowaliśmy z wyprzedzeniem. Po wcześniejszych doświadczeniach zależało nam, żeby dni były już dłuższe, a wiosna rozgościła się na dobre. Na szczęście lotów do Kopenhagi z Polski jest sporo, więc bez problemu mogliśmy dopasować idealny plan. Postawiliśmy na przedłużony weekend — od sobotniego poranka aż do późnego wieczoru w poniedziałek.
- Loty: Kraków → Kopenhaga → Kraków (Ryanair)
- Cena lotów: ok. 340 zł od osoby w obie strony
- Długość pobytu: pełne 3 dni (sobota – poniedziałek)
- Czas lotu: 1 godz. 20 minut


2. Jak dojechać z lotniska do centrum?
Pierwsze wrażenie po wejściu na teren lotniska? Zapach świeżo pieczonych słodkości i cynamonu. To był dokładnie ten moment, w którym upewniliśmy się, że jesteśmy w Kopenhadze.
Dojazd z lotniska (Port Lotniczy Kopenhaga–Kastrup), oddalonego o około 8 km od centrum, jest banalnie prosty. Wystarczy podążać za znakami prowadzącymi do metra — są rozmieszczone co kilkadziesiąt metrów, więc naprawdę trudno się zgubić.
Najlepszą opcją jest żółta linia M2, która kursuje co 2–3 minuty i szybko dowozi do centrum miasta. Bilety kupicie w automatach przed wejściem na peron. Pojedynczy kosztuje 30 koron duńskich (około 17 zł) i jest ważny przez 90 minut.
Warto wiedzieć: lotnisko w Kopenhadze jest naprawdę duże, więc przejście między terminalami może zająć nawet około 15 minut — dobrze mieć to na uwadze przy planowaniu przesiadek.
3. Kiedy zwiedzać Kopenhagę?
Jeśli lubicie miasta tętniące życiem, a zarazem niezbyt zatłoczone, to nawet się nie wahajcie nad zwiedzaniem Kopenhagi w okresie późnej wiosny.
Kopenhaga pod koniec kwietnia ma niesamowity urok. Był to ostatni weekend, w którym loty były tak dobrze dostosowane pod przedłużony city break – czyli wylot z samego rana i powrót późnym wieczorem. To był strzał w dziesiątkę.
W centrum miasta i na obrzeżach nie brakowało zieleni, pól kwitnących tulipanów i natury budzącej się do życia. Przez cały nasz pobyt było bardzo słonecznie — w sam raz na luźny spacer po mieście czy picie kawy i jedzenie wypieków na zewnątrz.
Choć, patrząc na Duńczyków, poczuliśmy się, jakby był środek lata — i fajnie. Knajpy, bary i kawiarnie oferowały miejsca w swoich ogródkach, a liczne grupy zbierały się przy brzegu rzeki czy na łódkach.
Sami postanowiliśmy korzystać z pięknej pogody, jaka nam się trafiła, i przez cały nasz pobyt nie zdecydowaliśmy się na zwiedzanie żadnych płatnych atrakcji w środku, choć wiemy, że Kopenhaga oferuje ich sporo.
Dodatkowo staraliśmy się jeść na zewnątrz i poczuć kopenhaski vibe — lekko imprezowy, wyluzowany, a przy tym nienachalny.
Podsumowując — dla nas zwiedzanie Kopenhagi wiosną miało wiele zalet, choć słyszeliśmy, że w okresie zimowym, przy okazji bożonarodzeniowych jarmarków, miasto również oferuje niezapomniany klimat.


4. Nasz wybór atrakcji
Czy tylko my planujemy zawsze spokojny weekendowy wyjazd, żeby odpocząć, a później nie wiadomo kiedy robimy po 30 tysięcy kroków dziennie? Tak, tym razem było dokładnie tak samo. Czy żałujemy? Absolutnie nie.
Spacerowanie po tym mieście było tak przyjemne, że nie wiadomo kiedy pokonywało się kolejny kilometr. Zanim opowiemy o odwiedzonych przez nas miejscach, chwilę skupimy się na samym mieście.
Kopenhaga jest naprawdę czystym i zadbanym miastem, a do tego bezpiecznym i z genialną infrastrukturą. Oczywiście rowery były obecne wszędzie — nie było również problemu z ich wypożyczeniem. Ciekawą opcją są także rejsy kanałami, które odbywają się naprawdę często.


Dzień 1
Po dość wczesnym przybyciu do Kopenhagi postanowiliśmy najpierw zostawić nasze bagaże w hotelu. Po raz kolejny wybraliśmy hotel sieci Radisson, a dokładnie Radisson Blu Scandinavia. Mimo że hotel nie znajduje się w ścisłym centrum, uważamy, że była to naprawdę dobra baza wypadowa, zwłaszcza że spędziliśmy dużo czasu w dzielnicy Christiania.
Rozpoczęliśmy od odwiedzenia bezpłatnej Biblioteki Królewskiej, która składa się z trzech połączonych ze sobą części. My odwiedziliśmy jedną z nich — najnowszą. To nowoczesny, kilkupiętrowy budynek, który oferuje piękny widok przez ogromne, przeszklone okna. Zaraz za biblioteką znajdują się ogrody, które również są jej częścią i idealnie nadają się na krótki spacer lub chwilę relaksu.
Na śniadanie wybraliśmy się do Buka Bakery, gdzie rozpoczęliśmy dzień od pysznej kawy i świeżych wypieków. Następnie ruszyliśmy na uroczystą zmianę warty w Kopenhadze, która odbywa się odbywa się codziennie o godzinie 12:00 na placu przed pałacem Amalienborg. Była naprawdę widowiskowa i przyciągała tłumy turystów. Atrakcja jest bezpłatna.
Po tym udaliśmy się do Kastellet, gdzie spędziliśmy kilka godzin spacerując po zielonych terenach i podziwiając zabytkową fortyfikację. Popołudnie minęło nam bardzo przyjemnie, a cały czas towarzyszyła nam wiosenna pogoda i atmosfera miasta.
Wieczorem wybraliśmy się na jedzonko na Broens Street Food. Tam panował świetny klimat — dużo ludzi, muzyka w tle i mnóstwo różnych smaków do spróbowania. Ceny street foodu były przystepne, jak na Kopenhagę. Degustowaliśmy lokalne specjały, a przy tym obserwowaliśmy życie kopenhaskich mieszkańców, którzy chętnie spędzali czas na zewnątrz. To był idealny sposób na zakończenie aktywnego dnia w mieście. Klimat tego miejsca tak bardzo przypadł nam do gustu, że odwiedzaliśmy je codziennie.



Dzień 2
Drugi dzień w Kopenhadze zaczęliśmy na spokojnie. Zamiast iść do kawiarni, gdzie ceny za śniadanie były w granicach 100 zł za osobę, zrobiliśmy szybkie zakupy w markecie i ogarnęliśmy własne śniadanie. Prosto, ponad połowę taniej i… całkiem klimatycznie, bo jedzone na publicznej ławeczce ze stolikiem, przy samym kanale, z widokiem na łódki i liczne budynki.
Pierwszym przystankiem tego dnia był Nyhavn – czyli to miejsce, które widzieliście już pewnie tysiąc razy na zdjęciach. Kolorowe kamienice, łódki przy nabrzeżu i ten specyficzny, kopenhaski klimat. Trochę turystycznie? Jasne. Ale na pewno warto.
Potem złapaliśmy trochę zieleni i spokoju w ogrodzie botanicznym (część ogrodu można zwiedzać bezpłatnie, za dodatkową opłatą można zwiedzać również palmiarnię i motylarnię), a zaraz obok zajrzeliśmy do zamku Rosenborg Slot. Podobnie – tereny wokół zamku można odwiedzić bez dodatkowych opłat, za wejście do środka należy spodziewać się kosztów w wysokości około 80 zł. Idealny balans między zwiedzaniem a chillowaniem – był to kolejny piękny, słoneczny dzień, więc staraliśmy się łapać promienie, ile się da.
W międzyczasie wpadła też kawa i coś słodkiego w Original Coffee w Illum – i to nie byle gdzie, bo na tarasie widokowym. Słońce, widok na miasto i chwila odpoczynku – dokładnie tego było nam trzeba. Kawa i ciastko były godne polecenia. To znana sieciówka w Kopenhadze, więc można ją spotkać na każdym kroku.
I tak właściwie minęło nam pół dnia.
Wieczorem wróciliśmy do naszego sprawdzonego klimatu, czyli street foodu. Zachód słońca, dobre jedzenie, masa ludzi i ten luz, który tam panował… coś, co naprawdę ciężko podrobić. Znowu było pysznie, znowu był cudowny vibe – i znowu nie chciało się wracać.



5. Jedzenie w Kopenhadze
Kopenhaga słynie z pysznego jedzenia. Od słodkości, których zapach unosi się dosłownie na każdym rogu uliczki, po wypasione kanapki Smørrebrød, na których możemy znaleźć m.in. krewetki, łososia, różne rodzaje mięs, trufle i wiele więcej.
Warto wiedzieć: te duńskie kanapki powinniśmy jeść sztućcami, a nie rękami, co zresztą jest dosyć trudne, bo dodatków na nich nie brakuje.
Zapachy unoszące się z piekarni to głównie cynamon i kardamon oraz świeżo zmielona kawa. Warto spróbować również przysmaków z ciasta francuskiego czy po prostu świeżego, chrupiącego pieczywa. Popularnym miejscem, do którego my również postanowiliśmy się udać, jest BUKA Bakery. W mieście znajdziecie kilka lokalizacji tej piekarni. Odwiedziliśmy tę w okolicy placu Kongens Nytorv – swoje trzeba odstać, ale uwierzcie, że warto.
Z bardziej sytych posiłków w okolicy słynnej Christianii trafiliśmy na najlepszy street food, jaki w życiu jedliśmy – Broen Street Food, który odwiedzaliśmy codziennie. Wybór był naprawdę duży, ceny przyzwoite a z dnia na dzień trafialiśmy na jeszcze lepsze jedzenie. Nasz wybór padł na fish & chips, grecką pitę z frytkami oraz azjatycki bowl z makaronem ryżowym i wieprzowiną, który był tak pyszny, że jedyne, czego nam było szkoda, to że odkryliśmy go tak późno. Największym rozczarowaniem była restauracja odwiedzona ostatniego dnia, w której zamówiliśmy bowl z tuńczykiem – było tam drogo, a jedzenie nie miało smaku. Przepłaciliśmy i w sumie to wyszliśmy trochę głodni. Uliczne jedzenie było zdecydowanie lepsze. A jakiej jeszcze słynnej potrawy w Danii nie można pominąć? Oczywiście hot doga! Nie podajemy konkretnych miejsc, w których my jedliśmy, bo tego typu budki można znaleźć wszędzie. Najbardziej popularnym miejscem z wege „kiełbaską” jest DØP – The Organic Sausage man – czytaliśmy o tym miejscu bardzo dobre opinie, ale niestety było nam tam jakoś nie po drodze – to znak, że musimy tam kiedyś wrócić.



6. Ceny w stolicy
Nie będziemy ściemniać – tanio tu nie jest! Ale wszystko jest do zrobienia i dla chcącego nic trudnego. Na pewno można zaoszczędzić na komunikacji. Przejazd z lotniska oraz na lotnisko w drodze powrotnej wyniósł nas 35 zł na osobę. Poza tym nie korzystaliśmy z żadnych środków transportu. Wszystkie popularne miejsca można zobaczyć, spacerując.
Ponadto Kopenhagę można zwiedzić zupełnie za darmo, tak jak my to zrobiliśmy. Dla osób zainteresowanych odwiedzeniem płatnych obiektów w mieście i poza nim z pomocą może przyjść karta Copenhagen Card. Do wyboru są 2 opcje. Jedna z nich zapewnia dostęp do ponad 40 atrakcji Kopenhagi oraz nielimitowane przejazdy autobusami „hop on hop off”. Natomiast droższa opcja to wersja „all-inclusive” – tutaj macie zapewniony dostęp do ponad 80 atrakcji Kopenhagi i okolic oraz wliczony w cenę transport publiczny (również z i na lotnisko). Ceny kart różnią się w zależności od ich ważności (od 24 do nawet 120 godzin).
Dla nas mimo wszystko był to za duży wydatek. Chcąc zobaczyć wiele obiektów w ciągu 2–3 dni, na pewno bardziej opłaca się kupić jedną z kart niż płacić za atrakcje osobno.
Na pewno jednym z większych wydatków w Kopenhadze jest jedzenie. Za śniadanie w kawiarni musimy się spodziewać wydatku około 100 zł na osobę. Dlatego my postanowiliśmy robić zakupy w sklepie i stworzyć własny bufet na świeżym powietrzu. Wieczorami jedliśmy dwukrotnie na street foodzie – 2 dania i napoje to wydatek około 150 zł na osobę.
Za nocleg w hotelu Radisson (około 15 minut od centrum) zapłaciliśmy 1100 zł za 2 noce (2 osoby). Oczywiście nocleg można było znaleźć taniej – w granicach 700 zł były dostępne pokoje dwuosobowe, ale tym razem postanowiliśmy wybrać wygodę i nie żałujemy. W sumie w ciągu całego pobytu wydaliśmy około 1450 zł na osobę. Można było zrobić to taniej, a drożej tym bardziej.





